Czy nadciąga pożegnanie koronojebusa?

Czy nadciąga pożegnanie koronojebusa?

30 maja, 2020 0 By oldboy

Pan Henio siedział w samochodzie i czekając na Żonę spoglądał przez okno. Co chwilę ktoś nadchodził, albo odchodził, jak dzieje się to każdego dnia w okolicach 10-cio klatkowego wieżowca, zamieszkałego co najmniej przez tysiąc dwieście osób.

– Mała wioska w pigułce – pomyślał, spoglądając z ciekawością na zbliżającego się mężczyznę, który nadszedł dźwigając brudną, udartą w jednym rogu, olbrzymią torbę. Był to jeden z wielu zbieraczy, zaglądających każdego dnia do okolicznych śmietników, potrafiących ze sterty śmieci wyszperać wszystko to, co przedstawiałoby dla niego jakąkolwiek wartość.
Wyglądał na około 60 lat, lecz mógł mieć znacznie mniej, gdyż życie zbieracza nie jest usłane różami, co często rzutuje na jego wyglądzie. Był to kolejny szperacz w masce! A to świadczyło niezbicie o tym, że zarządzenia władzy dotarły nawet do tak zwanych nizin społecznych!

– Maskę ma brudniejszą od mojej! Ale ciekawe, co zmotywowało go, do założenia tego badziewia na twarz? – zamyślił się – nie wygląda na człowieka od którego Władza wydębiłaby chociażby jedną złotówkę na mandat za nie stosowanie się do nałożonych na społeczeństwo zakazów! Co to, to nie. Dlatego z pewnością nie obawiał się kary.

W środowisku szperaczy jest bardzo dużo osób zdewastowanych przez nadużywanie wszelkiej maści płynów alkoholowych, niekoniecznie przeznaczonych do picia. Do tego dojdą papierosy. Niedożywienie i wiele negatywnych czynników rujnujących organizm. Stąd heniowe zdziwienie dotyczące maski na twarzy u szperacza. Pan Henio próbował zrozumieć to, jednocześnie sprawdzając, czy posiada przy sobie znienawidzony kawałek materiału, który nazywał maską naryjną. Starał się nosić szmatkę przy sobie, zakładając ją podczas wizyt w marketach, bo nie chciałby zostać wyproszony ze sklepu przez namolnego ochroniarza, podczas sięgania po marchewkę, chleb, jogurt, po cokolwiek. Poza tym, bez maski czuł się nieswojo w towarzystwie zastraszonych i zamaskowanych ludzi, którym rządowa propaganda zrobiła wodę z mózgów.

– Na przykład taki grubas, którego ostatnio widziałem – starał sobie przypomnieć spotkanego osobnika – wygląd nabrzmiałych oczu, czerwonych jak kontrolki alarmowe w przestarzałej elektrowni atomowej, wystające zza przepoconej szmaty, świadczyły o tym, że z powodu braku tlenu, mógłby zejść z tego świata w każdej chwili. Ale gdzież tam, wirus krąży, to on bez tlenu wytrzyma!

Nie ważne, że nigdy nie przejmował się tym, że ma co najmniej 50kg nadwagi. Bo miał kolokwialnie mówiąc od lat na swoje zdrowie WYJEBANE! Nie przejmując się tym, że z tego tytułu może przedwcześnie kopnąć w kalendarz, na co najmniej kilka chorób wynikających z nadwagi, lecz tego się nie boi, ale wirus go przeraża!!!

Tymczasem tylko na cukrzycę i choroby z nią związane umiera w Polsce rocznie ok. 30.000 osób, na miażdżycę też 30.000, na zawał serca ok. 15.000, na raka piersi umiera około 6.000 Polek rocznie, z powodu raka prostaty 5.000 Polaków, co roku idzie do piachu, na raka trzustki też 5.000 itd. itp. Ogólnie ok. 400.000 ludzi w naszym pięknym kraju umiera każdego roku. Bo w końcu trzeba umrzeć, ale wiele tych śmierci mogłoby nastąpić znacznie później, lecz nadwaga, niezdrowe odżywianie i brak ruchu proces ten znacznie przyspiesza. A tutaj robią jazdę z jakimś wirusem, bo taki im pasuje! Ale w nosie z nimi! Pan Henio najbardziej zawiedziony był kilkoma osobami, znanymi przez niego osobiście.

– Ten wirus ma chociaż jedną zaletę i ta cała pseudoepidemia ujawniła to, czego możemy spodziewać się, po ludziach którym ufaliśmy, uważaliśmy za światłych i pozytywnie nastawionych do życia. Niektórzy okazali się zwykłymi pozerami, udającymi ludzi otwartych na świat i trzeźwo patrzącymi na życie, ale wirus obnażył ich prawdziwy stosunek do życia, ujawniając, że to zwykli pozoranci. Firmowy uśmiech nr 5, jakieś pierdy o życiu pełną piersią, o chwytaniu dnia, byciu wyluzowanym i nic więcej. Teraz pozamykali się w swoich sadybach i nawet nie odbierają telefonów, żeby złe moce nie dotarły do nich przez słuchawkę! Niektórzy zachowują się tak, jakby ktoś kiedyś obiecał im nieśmiertelność i przyszedł nagle, żeby im ją odebrać!

Uff! Na szczęście nie jest tak źle, bo nie zawiedli mnie ci najważniejsi – westchnął pan Henio – nie zidiociali, nie dali się wkręcić w propagandę śmierci, która i tak nas dopadnie, bez tego wirusa.

– Na razie jest sprawiedliwość na świecie, bo wszyscy umierają! Nie ma taryfy ulgowej i bez względu na to, czy ktoś tarza się w forsie jak świnia w błocie, czy jest córką prezesa ogromnej korporacji, albo synem króla nafty, czy zwykłym robotnikiem, musi wcześniej lub później odejść! – tą optymistyczną myślą, pan Henio zakończył rozmyślania o życiu i śmierci, bo trzeba było ruszać w drogę.

Oldboy65

Nadciąga pożegnanie koronojebusa? – Księga Codzienności cz. 32