Casablanca!

Casablanca!

26 grudnia, 2022 Off By oldboy

Drugi dzień świąt i na ekranie kolejny klasyk sprzed lat, lecz na tym koniec. Na razie. Bo może jeszcze zdobędę takie filmy… Tymczasem czuję się jakbym cofał się w czasie. Niby jestem tu i teraz, ale ciągnie mnie do przeszłości. Być może dla przypomnienia, a może dla odnalezienia czegoś, co mogłem przeoczyć wiele lat temu.

Do własnej przeszłości jeszcze nie chciałbym wracać. Dlatego, że żyje mi się znośnie i nie chcę roztrząsać błędów i wypaczeń popełnionych w młodości. Uważam, że takie roztrząsanie jest bez sensu. Ale wiem, że wielu ludzi w ten sposób żyje. Ciągle rozpamiętując. Rozdrapując stare rany które z trudem się później goją, a oni po raz kolejny się okaleczają.

Moje filmowe cofanie się w czasie ma zupełnie inne podłoże. Sentymentalne? Raczej nie. Po prostu chciałem obejrzeć starocie. Sprawdzić jak będzie mnie bawiło to, co znam już od dawien dawna. Na przykład filmy z Louisem de Funes już mnie nie śmieszą, a kiedyś się nim zachwycałem. Ale Sunset Boulevard wywarł na mnie ogromne wrażenie. Być może większe niż dawniej.  

Tym razem obejrzeliśmy Casablancę. Ten film jako obraz się zestarzał, lecz wcale mnie to nie dziwi, ponieważ ludzkość nieustannie ewoluuje. Zmienia się technika, sposób gry aktorskiej, zmieniają się gusta, upodobania, nasza mentalność, moda… Zmianom ulega dosłownie wszystko! Dobrze to, czy źle? Sam nie wiem. Martwi mnie jednak coraz większa powierzchowność życia. Staje się ono płytkie jak niewielki zamulony staw, zamiast być głębokie jak olbrzymie jezioro. Martwi mnie zamykanie się ludzi w sobie, albo bezmyślne przebywanie w wirtualnym świecie. Dlatego uważam, że w zasadzie nic się nie starzeje, tylko my się zmieniamy, patrząc na to, co było, jak na nieprzydatne archaizmy. Relikty przeszłości. A może instynktownie doszukuję się w tych starych filmach głębi? Jakiegoś sensu życia, które staje się jakby coraz bardziej bezsensowne.

Ale miało być o Casablance! Oglądając film skupiłem się na głównym bohaterze Humphreyu Bogarcie odtwarzającym rolę Amerykanina (Ricka Blaine) który znalazł się w marokańskim mieście, uciekając na skraj Afryki przed wojną w Europie. No nie z USA, lecz z Paryża w którym przed wybuchem wojny przebywał. Poznał tam bardzo fajną dziewczynę – Ingrid Bergman (filmową Ilsę Lund Laszlo). Żonę działacza czeskiego ruchu oporu, którego Niemcy dopadli i ubili. Ale niestety do Maroko z nim nie pojechała, ponieważ dowiedziała się, że jej małżonek żyje. Po wielu miesiącach małżeństwo dostało się do Casablanki skąd planowali dostać się do USA. Ale w tym ciekawym marokańskim mieście losy Ricka i Ilsy ponownie się schodzą! Brzmi nieźle.

Ciekawiło mnie to, jak po latach przerwy spojrzę na słynnego Humphreya Bogarta oraz wspaniałą Ingrid Bergman. Oni zdecydowanie się nie zestarzeli, a podobno od lat już nie żyją! Ale zostali w pamięci wielu ludzi i na taśmach filmowych, skąd przerzucono ich na twarde dyski.

Zdecydowanie polecam zerknąć na stare filmy. Nie dla porównywania techniki filmowej lub gry aktorskiej, ale dla zagłębienia się w stare dialogi, obrazy i klimat tamtych lat.  

Oldboy65