Modlitwa do diabła

Modlitwa do diabła

13 lipca, 2024 Off By oldboy

„Narzekanie jest modlitwą do diabła.” Na taką sentencję trafiłem w filmie Dogman wypowiedzianą przez głównego bohatera tej opowieści. Kim był ów człowiek? Psychologiem, psychiatrą, trenerem personalnym. Buddyjskim mnichem? Wybitnym myślicielem? Otóż nie! Był to mężczyzna, nad którym w dzieciństwie znęcała się rodzina. Jego ojciec i brat, gdyż zdesperowana matka uciekła od męża sadysty, zostawiając dzieciaka na pastwę losu. Chłopiec złapany na potajemnym dokarmianiu zwierząt, został za karę uwięziony z psami. Na ogrodzonym siatką wybiegu, gdzie znajdowała się większość psów hodowanych przez ojca do walk na psim ringu. Po wielu miesiącach, cudem został uwolniony z niewoli i na tym koniec mojej opowieści. Dlatego, że warto obejrzeć ten film. Wiem, że to nietypowy wstęp do podsumowania minionego miesiąca. Na który nie mam zamiaru narzekać, gdyż wielu ludziom wiedzie się znacznie gorzej, a moje problemy w ich oczach mogą być jedynie nic nie znaczącymi pierdołami.

Swoje życie od zawsze utożsamiałem ze sportem amatorskim bez profesjonalnego zacięcia. Ale jako działalność w ramach aktywności fizycznej, która niestety w narodzie zamiera, jak na przykład czytanie wierszy, lub logiczne myślenie, stające się dla wielu ludzi prawdziwym  utrapieniem.

Czerwiec miał być dla mnie początkiem przygotowań do jesiennej dyszki w Warszawie. Niestety prawie cały miesiąc zawaliłem, lecz nie będę zasłaniał się przeziębieniem oraz 4 dniami spędzonymi w Warszawie. Bo pozostałe dni przeleciały mi między palcami jak gorący, sypki piasek pustyni. A mogłem je należycie wykorzystać! Siedem treningów siłowych, poranny rozruch, wykonany tylko osiem razy oraz skromne 40km przebiegnięte na bieżni pod dachem siłowni lub na biegowych ścieżkach. Wyszła mizeria bez ogórków i śmietany!

Ale nie jest to z mojej strony narzekanie na siebie lub zły los, tylko podsumowanie sportowej mizerii. Co automatycznie powoduje kolejne zmiany w moim podejściu do sportu i życia. Być może zżera mnie andropauza, której jednym z przejawów jest „głębokie poczucie bezsensu” I dokładnie tak się czuję od kilkunastu miesięcy, stąd nieudany miesiąc, który wcale taki być nie powinien. Ale to jest silniejsze ode mnie. Najwyraźniej andropauza ryje mi beret! Bo zaledwie kilka lat temu, po słabym okresie, spowodowanym na przykład przez kontuzję, lub grypę, jeszcze mocniej angażowałem się w kolejny miesiąc. Teraz jest zupełnie odwrotnie, jeden słaby miesiąc – przyczynia się do tego, że kolejny miesiąc też  odpuszczam! A po nim następny i tak dalej.

Świadomość własnych słabości powoduje analizę obecnej sytuacji, bo narzekanie do niczego dobrego nie prowadzi. Dlatego, że nie jest twórcze, tylko działające na nas destrukcyjnie. Bardzo ciekawy jestem tego, jaki będzie kolejny miesiąc,  realizowany według następnego planu.  Prawdopodobnie ta niesłabnąca ciekawość trzyma mnie przy życiu, powodując to, że robię jeszcze cokolwiek.

Oldboy65