Caryca – wspomnienia ze szkolnej ławy
Caryca! Pomyślałem rozpoznając nauczycielkę języka rosyjskiego, która wieki temu starała się zaszczepić we mnie i we wszystkich innych adeptach uczelni nr 13-cie język Puszkina, Bułhakowa lub Dostojewskiego. A także Ludmiły Ulickiej, której książkę „Zielony namiot” kupiłem kilka lat temu, lecz jeszcze nie przeczytałem. Można by tak wymienić wielu rosyjskich naukowców i artystów (obojga płci), bo w swojej narodowej niedoskonałości również Rosjanie potrafią stworzyć rzeczy wielkie, z których śmiało może skorzystać cała ludzkość. Ba! Powinna z tego korzystać. Bez względu na wojnę jaką ostatnio wywołali. Dlatego, że nie wolno odrzucać tego, co wzbogaca wszystkich ludzi. A za głupią i niepotrzebną wojnę, oczywiście należy potępiać!
Wspominam o Carycy, gdyż jeszcze kilka dni temu, widząc wpis kolegi na FB, dotyczący wspaniałej nauczycielki którą zna osobiście. Zastanowiłem się kiedyś nad tym, dochodząc do wniosku, że w mojej styczności z edukacją takich osób nie było. Ale zaskakująco przyjemny widok nadgryzionej zębem czasu Carycy, zmusił mnie do ponownego zastanowienia się nad szkolną przeszłością. Okazało się, że chociaż do szkoły miałem pod górkę. Zawsze byłem zbuntowany i nigdy nie lubiłem podporządkowywać się czemukolwiek i komukolwiek. Co robiłem jedynie z przymusu, a nie z przekonania. W swojej przeszłości znalazłem kilka osób usilnie starających się wyedukować i wyprowadzić na ludzi takiego matołka jak ja. Aby następnie wypuścić go w świat z odrobiną taktu, wiedzy oraz chęci do życia. Mimo wszystko, częściowo im się to udało. Bo wśród nich były osoby zaangażowane w to, co robiły. W jakimś stopniu zachęcając mnie do życia.
Dlatego mam co wspominać, chociażby nieedukacyjne, niezwykle zgrabne i długie aż do samej ziemi nogi naszej nauczycielki matematyki. Na widok których ślinił się każdy dojrzewający facet nie zdając sobie z tego sprawy. Być może dlatego był we mnie brak skupienia do ogarnięcia młodym umysłem ułamków, pierwiastków i całkiem przydatnych reguł. Natomiast kilkanaście lat później w szkole dla dorosłych, którym dano kolejną szansę na zrobienie kilku klas więcej. Starszy od węgla nauczyciel matematyki przekonał mnie o tym, że z pozoru trudne matematyczne zagadnienia są nawet dla mnie do ogarnięcia. Dlatego z czasem mogłem rozwiązywać matematyczne zadania samodzielnie.
Ale pamiętam go nie tylko z życzliwości jaką nas emerytowany dyrektor, wykładający dla dorosłych uczniów, matematykę. W sposób który był przyswajalny dla każdego zainteresowanego, nawet jeśli nie grzeszył on zdolnościami matematycznymi. Pamiętam go również nerwowo kopiącego drzwi autobusu stojącego na przystanku. Drzwi których kierowca nie chciał otworzyć, a nie zrobił tego z powodu kontroli biletów, której nie zdążono zrobić między kolejnymi przystankami. Pamiętam dlatego, że był to niezwykły widok, widzieć dystyngowanego i zawsze opanowanego staruszka, nerwowo kopiącego w drzwi pojazdu.
Kilkanaście lat wcześniej, w 13-tce, był pan uczący nas fizyki. Zdeterminowany do tego stopnia, że przychodził po nas na tak zwane górki, widoczne z okien jego gabinetu. Zabierał nam fajki, rozgarniał ognisko w żarze którego często przebywały ziemniaki. Kopał w tyłek i zapraszał na lekcje fizyki. Pewnie dlatego zaliczałem ten przedmiot, co pół roku, chociaż nic z niego nie rozumiałem.
Później w szkole zawodowej pojawił się pan od języka polskiego, którego ze względu na kwadratową twarz i skromne uzębienie nazywaliśmy „Kasownikiem” Gdyż jego buźka przypominała kasownik autobusowy, tylko była znacznie większa. Ale kolor jej się zgadzał. Bo spowodowany licznymi kontaktami z mocnym trunkiem nabrał czerwonych barw urządzenia znajdującego się w każdym pojeździe komunikacji miejskiej.
U niego miałem zawsze mocną czwórkę. Za moje zaangażowanie w różne wyprawy jakie organizował. Nieomal darmowe, gdyż potrafił załatwić tanie noclegi i autobus na wyjazdy, odrabiany przez nas na praktykach. Gdy malując ogrodzenia, czy sprzątając teren firmy z jakiej sprzęt został nam wypożyczony, nie musieliśmy płacić za niego gotówką. Do tego dochodziły wyjazdy do wrocławskiej operetki lub wyjścia do teatru. Ale czwórkę u niego miałem za wiedzę, gdyż doceniałem to, co robił. Dlatego wstyd byłoby mi stanąć przed nim podczas odpowiedzi z pustką we łbie.
Z kolei w liceum dla dorosłych uczył nas pan magister. Obrażający się na nas, gdy nazywaliśmy go profesorem. Uczył nas prawoznawstwa. U niego niżej piątki nie schodziłem, ponieważ fascynująco wykładał zagadnienia prawa, czym ujął mnie niesłychanie. Wzbudzając chęć do wiedzy.
Historia, to dla mnie oddzielne zagadnienie, gdyż uważam, że człowiek który się nią nie interesuje, robi sobie krzywdę. Nie dlatego, że nie zna daty bitwy pod Grunwaldem. Nie potrafi wymienić epok prehistorycznych, lub nie wie o tym, że w 39-tym roku zachodni sojusznicy się na nas wypięli. Ale dlatego, że historia lubi się powtarzać i to, co będzie się działo jutro, za pięć lat lub za dziesięć jest przewidywalne, dlatego warto się do tego przygotować. Na przykład wybudować betonowy bunkier, kupić tonę cukru, paletę konserw i kilka skrzynek spirytusu, tak na wszelki wypadek. Żartowałem.
Pani ucząca nas historii nie wymagała od nas wkuwania dat, tylko logicznego myślenia. Chciała wiedzieć co sądzimy o ważnych wydarzeniach z przeszłości i jakie wyciągamy z tego wnioski. Pod tym względem była wyjątkowa. Dlatego mimo mojej alergii na wszelkie daty, zawsze miałem u niej piątkę. Od moich zmagań w ławie szkolnej minęło wiele lat, ale z wszelkimi datami mam nadal problem. Nie pamiętam dat urodzin znajomych. Dnia chrztu lub wesela na które się załapałem. Terminu wyjazdu na wakacje w poprzednim roku, ważnej wizyty u lekarza i tak dalej i tym podobnie.
Z pewnością znalazłbym w otchłani mojej pamięci, jeszcze kilka inspirujących osób wykonujących zawód nauczyciela. Zawód, który powinien wzbudzać szacunek, ale niestety ludzie mający wpływ na system edukacji w naszym kraju, od lat robią wszystko, aby tak nie było. Dlatego nie dziwi mnie fakt że w moim mieście, brakuje ludzi pragnących nauczać i z pewnością tak jest również gdzie indziej.
Oldboy65