60 lat na karku i nadal w ruchu, ale…
Czyżbym ponownie zaczynał od zera? Zastanawiam się nad tym od kilku miesięcy i nadal nie wiem co o tym sądzić. Całe swoje życie przebrnąłem jako aktywny człowiek. Turystyka piesza, pływanie, bieganie, piłka nożna, żeglarstwo, jeździectwo, siłownia, Aikido, bieganie, ponownie siłownia i nadal bieganie. Ba! Do tego dochodzą jeszcze szachy! O! Brakuje tylko paralotniarstwa i czegoś jeszcze. Może nurkowania? Aktywność fizyczna towarzyszy mi nieomal od urodzenia. To lubiłem robić i lubię nadal. Ale znam mnóstwo ludzi unikających jakiejkolwiek aktywności. Ograniczających ją do bezwzględnego minimum! Ci ludzie jakby mogli, nie ruszaliby się wcale. Bo aktywność to ból. Nie cierpienie, lecz ból fizyczny. Cokolwiek byśmy nie robili, wiąże się to z bólem mięśni. A MY ludzie jesteśmy z natury leniwi i dążymy do tego, aby zminimalizować nasz wysiłek fizyczny. W końcu po to człowiek wynalazł koło, młot pneumatyczny, pralkę, zmywarkę i wiele innych rzeczy, aby jak najmniej się zmęczyć, lecz jak najwięcej zrobić. Dlatego w świecie coraz bardziej obdartym z wysiłku fizycznego stał się on bezwzględną koniecznością. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mogliśmy biegać, ćwiczyć na siłowni, jeździć na rowerze lub pływać dla wyników, z chęci rywalizacji, albo nie robić tego wcale. Bo życie codzienne i trud z nim związany dostarczał nam mnóstwo wysiłku. Teraz amatorskie uprawianie sportu jest sensem samym w sobie.
Ale jeśli tego nie robimy, a doliczymy dostępność jedzenia i jego względną taniość. O podłości taniego żarcia nie ma nawet co wspominać. To wszystko zmierza do pogorszenia naszego życie. Bo jest łatwiej, ale jakościowo znacznie gorzej. Stąd powszechna otyłość. Otyłość która zabija powodując mnóstwo chorób prowadzących do przedwczesnej śmierci.
Dlatego poruszam się z konieczności, żeby nie zrujnować własnego organizmu tak, jak robią to miliony ludzi. Co ja piszę – dziesiątki, albo nawet setki milionów ludzi! Jednak naiwnością byłoby myśleć, że godzina biegania, albo przerzucania złomu na siłowni pozbawi nas nadmiernego tłuszczu zgromadzonego w organizmie. Godzina intensywnego treningu, to najwyżej 400-700kcal spalonych przez organizm. A jeden pieprzony batonik o wadze zaledwie 60g, to co najmniej 400-600 zbędnych kilokalorii. I jeśli ktoś chodzi na siłownię lub biega z myślą spalenia kalorii i jednocześnie nie pilnuje diety, może zawieźć się brakiem oczekiwanych efektów. Jeżeli ktoś ulega pokusom sięgając po ulubione ciasteczka, chipsy, orzeszki, piwko, szybkie jedzonko na mieście, kebab, pizza i tak dalej Traci czas. Chociaż ruch sam w sobie jest dobry dla organizmu, bez względu na to, jaki chcemy osiągnąć cel wynikający z naszej aktywności. To warto robić. Jednak brak efektów w postaci pozbycia się zbędnych kilogramów może zniechęcać.
Dlatego zapamiętajcie sobie – trening i zbilansowana dieta to podstawa. A jeśli brak Wam silnej woli, by powstrzymać się od ciasteczek, to i tak trenujcie. Zdecydowanie jestem za. Bo człowiek nieco otyły, ale za to aktywny fizycznie, jest mniej narażony na choroby, od szczupłego człowieka, nie dostarczającego organizmowi zbawiennej porcji wysiłku. I nie chodzi mi o profesjonalny wysiłek typu; cztery bardzo intensywne treningi crossfit na siłowni, plus dwa razy w tygodniu pływanie, do tego poranny, codzienny trucht i Bóg jeden wie co jeszcze. Mam na myśli zwykłą aktywność dostępną dla większości z nas. Powiedzmy spacer dwa, trzy razy w tygodniu, albo weekendowa wyprawa w góry marszem lub na rowerze. Do tego poranna gimnastyka, 10-20 minut wystarczy. Basen, albo bieganie lub dwa, trzy treningi z ciężarami w domu, albo na siłowni. To zupełnie wystarczy.
Tymczasem zastanawiam się nad tym, co dalej? Dlatego, że drastycznie ograniczony wysiłek fizyczny i brak pilnowania diety przez kilka ostatnich lat spowodował to, że przytyłem. Na szczęście nie ważę tyle, co 12-ście lat temu, gdy zaczynałem biegać. Ale już czuję poważny dyskomfort, gdyż brzuszek przeszkadza. A przeszkadza dlatego, że należę do gatunku ludzkiego, który nie lubi się okłamywać. Jeśli się nie okłamujemy, wiemy dobrze, że to my robimy coś nie tak. Nie posądzamy całego świata o to, że sprzysiągł się przeciwko nam. Nie oskarżamy własnych genów o otyłość lub producentów żywności. Nie zasłaniamy się wiekiem i brakiem czasu!!! Niestety często takie wymówki i oskarżenia słyszę od ludzi, którym nie chce się doprowadzić własnego organizmu do porządku, pozbywając się zbędnych kilogramów. Kto okłamuje sam siebie do niczego nie dojdzie, nie tylko w kwestii zdrowej sylwetki.
Takie coś od miesięcy, może nawet od dwóch, trzech lat chodzi mi po głowie. A obecnie 60 lat na karku. Na szczęście organizm w miarę sprawny. Trochę głuchnę, ślepnę, znacznie szybciej się męczę, ale nadal się poruszam o własnych siłach. Czego chcieć więcej? Muszę to tylko uporządkować. Oswoić się ze starością oraz z ograniczeniami jakie ona nam przynosi. Nic więcej.
…”Nie żałuj, że się starzejesz, to przywilej, który nie każdemu jest dany” – Richard Gere
Oldboy65
Ps. Na zdjęciu fragment 400m podbiegu, którym wczoraj podchodziłem. Niestety. Ale myślę, że jeszcze będę nim podbiegał.