Moja waga zmierza na Północ!

Moja waga zmierza na Północ!

9 września, 2025 Off By oldboy

Stało się. A może jeszcze nie. Albo jest jeszcze czas i świadomość żebym ten niepokojący trend odwrócił! Sądzę że tak, bo jeśli świadomość własnych niedoskonałości oraz wola walki z owymi niedoskonałościami idą w parze, to zwykle coś z tego wychodzi. Zawsze podziwiałem ludzi którzy wychodzili z dołka, na przykład z alkoholizmu, albo z fanatycznej wiary w coś tam, coś tam. Niezrozumiałej wiary w jakąś partię, religię lub ideologię. Zawsze uważałem to za ZŁO w czystej postaci. Nie wiarę. Ale FANATYZM. Bo fanatyk jest zaślepiony swoimi poglądami i nawet wówczas, gdy nie pokrywają się one z rzeczywistością trwa przy nich jak kochający rodzic przy dziecku które narozrabiało i są na to dowody. Mówiąc; „Nie to niemożliwe, to nie on. On by nigdy tego nie zrobił!!!” A dowody i świadkowie, wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było – narozrabiał i tyle.

Ale miało być o wędrującej wadze w kierunku północnym. W górę globusa dodam dla osób które mają z określeniem północy problem. Na globusie oczywiście. A! Co to jest globus? Ha! Ha! To takie starodawne urządzenie za pomocą którego można było znaleźć swoje miejsce na ziemi. Mam na myśli miejsce pobytu, albo miejsce kogoś innego, czy pozycję większego miasta lub kraju. To wszystko zależało od wielkości globusa. Globus to pradawna wyszukiwarka Google Maps! Ya! Trójwymiarowa! 

Wczoraj się obijałem zamiast pobiegać, poćwiczyć. Zamiast dorzucić kilka stron do książki która powstaje. Spodoba Wam się o ile dożyjecie do jej premiery. Albo o ile ja dożyję! To też jest ważne, żeby autor dożył. Największe trudności mam z przerzucaniem słów z głowy do worda. I nie chodzi mi o You can go to this party, you have my word (możesz iść na tę imprezę, masz moją zgodę) czy coś takiego. Albo o WORD – Wojewódki Ośrodek Ruchu Drogowego. Tylko o Microsoft Word – edytor tekstu. W sumie AI znalazło mnóstwo znaczeń dla słowa word. AI to potęga, potrafi z każdego człowieka zrobić głupka zarzucając go niepotrzebną, a często błędną wiedzą, a dopiero się rozkręca!

Ale miało być o moim poszerzającym się tyłku. O tym czego obawiałem się najbardziej, gdy dotarłem do wieku emerytalnego. Wiem. Wiem. Są ludzie którzy nie mogą tego zrozumieć, że można pójść ździebko wcześniej na emeryturkę, jeśli przez 15 lat wciągało się w organizm siarkę, naftalen, amoniak, węglowodory ciężkie oraz inne cholerstwo przy akompaniamencie hałasu i z natarczywym udziałem wysokich temperatur. Kiedyś to się chłopakom urwie i zlikwidują emerytury pomostowe. Oby nie. Ale tak pewnie będzie.

Ale ludziom którzy uważają, że powinienem wdychać szajs jeszcze przez kilka lat mogę powiedzieć „Grzebcie się!!!” – to nowy wulgaryzm pochodzący ze światka Beetlejuice! O którym wspomina Jacek Mikołajczyk reżyser tego przedstawienia, którego premiera odbędzie się już za kilka dni w warszawskim Teatrze Syrena. Ale będzie jazda! Bileciki Żona kupiła tak dawno, że trąci to epoką prehistorycznych gadów! Trzeba będzie przed wyjazdem sprawdzić, czy bilety nie zamieniły się w skamielinę!

Kończę, bo jeszcze coś głupszego palnę. A! Miałem tylko poskarżyć się na samego siebie. Że niby wszystko jest w porządku, bo trzymam mocz w ryzach, ale za to wagi nie trzymam! Tak jak większość ludzi po 60-tce. Albo jeszcze gorzej. Jak prawie wszyscy emeryci którzy tyją na potęgę! Bo mechanizm jest prosty. Banalnie prosty: „Mniej stresu, mniej obowiązków, mniej ruchu, mniejsze zapotrzebowanie organizmu na kalorie i dupa rośnie. Ba! A jeśli dorzuci się do tego dietetyczną niefrasobliwość, na przykład jakieś piwko lub winko. Ciasteczko, orzeszki lub inny dietetyczny szajs, to… No cóż ja tak mam. Ogarniam się. Odpuszczam i tak w kółko. 

Wczoraj w akcie desperacji trafiłem na Zwoje Musashiego – Go Rin No Sho. To traktat o strategii i filozofii walki. Mówi on między innymi o tym, że jeśli mamy w sobie jakieś wady, to nie powinniśmy się nad nimi roztkliwiać. Załamywać się tym sądząc, że jesteśmy do dupy, tylko walczyć z nimi. Każdego dnia wstawać i walczyć. Bez końca walczyć i tyle. Bo takie jest życie. Nie ma w tym żadnej filozofii. Spadam do zadań. Do swojej codziennej walki. Wielki szacun dla tych, którzy doczytali to do końca. Mam nadzieję, że ktoś to przeczytał. Bo w końcu po co pisać coś, czego nikt nie czyta? Chociaż dla siebie też warto pisać, czemuż by nie?

Oldboy65