Moja Teoria Wypełniania Próżni
Jeszcze kilka dni temu poważnie myślałem o zakończeniu biegowej przygody. Ale według mojej nie popartej żadnymi badaniami teorii – życie nie lubi próżni. Dlatego jeśli skończyłbym biegać, to ktoś inny musiałby zacząć to robić. A to nie ładnie zmuszać kogoś do biegania. Bo taka osoba kupiłaby sportowe buty, leginsy, czapeczkę oraz drogi zegarek na raty i zaczęłaby biegać, ale w głębi duszy czułaby, że coś jest nie tak. Wyczuwałaby jakiś niezrozumiały przymus. Tak samo jest z wszystkim innym. Na przykład jeśli ktoś przestanie pić alkohol, to ktoś inny zacznie się nim raczyć. Jeśli jedna osoba schudnie, to na sto procent, nawet na drugim końcu świata znajdzie się osoba która zacznie przybierać na wadze i zaniepokojona będzie zastanawiać się nad swoją dietą! Oczywiście to tylko moja hipoteza dotycząca Teorii Wypełniania Próżni. Nie mylić z wypróżnianiem! Cholera, mogłem zostać naukowcem, wyrywałbym unijne dotacje na szemrane programy, realizujące nikomu niepotrzebne badania, które przeprowadzałbym na tak zwanym papierze, czyli w służbowym laptopie siedząc na pięknej nasączonej zapachem oceanu wyspie w miłym towarzystwie przy słodkiej hawajskiej muzyce. I piłbym drogie drinki na które nie byłoby mnie stać gdybym nie był cenionym naukowcem… Tymczasem muszę zadowolić się „Swoim Stumilowym Lasem” i tym, że już mi przeszło, bo na myśl, że przeze mnie ktoś musiałby zacząć biegać robi mi się bardzo przykro, więc postanowiłem nadal biegać. Wrzucam zdjęcia krzaków jeszcze bez liści, błota i badyli, bo zamek Cisy do którego pomaszerowałem pewnie nie raz widzieliście, a tych krzaków nie widzieliście nigdy.
Oldboy65