Drakula – Teatr Muzyczny w Łodzi
Widownie w kinach już dawno opustoszały. Podobno dlatego, że filmy można obejrzeć gdzie indziej. Ale pewnie to tylko część prawdy. Natomiast teatr ma się dobrze, gdyż tutaj liczy się również klimat. Bezpośredni kontakt z występującymi aktorkami oraz aktorami. Może nie jesteśmy z nimi twarzą w twarz, ale widzimy ich z odległości kilku lub kilkunastu metrów. Dwa tygodnie wcześniej, jako widz Teatru Narodowego w Warszawie, oddalony byłem od występującego w przedstawieniu Jana Englerta najwyżej o jeden metr, nie więcej! Taka bliskość robi wrażenie.
Dlatego wbijam się w garnitur, aby podtrzymać teatralną atmosferę. W teatrze mimo wszystko uczestniczy się w przedstawieniu, nawet jeśli biernie siedzi się na widowni uczestniczy się w tym wydarzeniu. Dlatego teatry są pełne. Nawet na przedstawieniach granych od tygodni, albo od miesięcy. W wielkich miastach niektóre tytuły odtwarzane są latami!!! Niemożliwe? Wszystko jest możliwe. Ja na przykład na „We will rock you” w Teatrze Roma byłem dwa razy, a wszystka wskazuje na to, że obejrzę musical po raz kolejny. Na „Mistrzu i Małgorzacie” w Studio Buffo byłem kilka miesięcy temu, ale przedstawienie zrobiło na mnie takie wrażenie, że w tym roku obejrzę je jeszcze raz! A ludzi pragnących ujrzeć coś ciekawego po raz kolejny nie brakuje. Dlatego pod tym względem nie jestem wyjątkiem. Stąd wielomiesięczne i wieloletnie odtwarzanie tej samej sztuki.
W Teatrze Muzycznym w Łodzi byliśmy po raz pierwszy i nie ostatni. Taką mam nadzieję. Musical „Drakula” zrobił na mnie duże wrażenie. Ale nie będę podsumowywał, ani oceniał przedstawienia. Bo nie jestem recenzentem i nigdy na widowni z zamiarem oceniania kogoś nie siadam. Dlatego, że nie chciałbym odbierać sobie przyjemności z uczestniczenia w czymś wyjątkowym.
Oldboy65