Gigantyczne zaległości w Codzienniku!

Gigantyczne zaległości w Codzienniku!

31 sierpnia, 2026 Off By oldboy

Dzisiaj jest 243 dzień roku, lecz w moim „Codzienniku” zawitał dopiero 47 dzień. Co oznacza prawie 200 dni zaległości! Ale ponownie podjąłem się próby systematycznego pisania! Jednak znając siebie nie zdziwiłbym się, gdyby owa codzienność skończyła się już jutro lub po jutrze.

Bo jestem konsekwentny w swojej niekonsekwencji – pewnie o tym kiedyś wspominałem. Niekonsekwencja to jedyne co mi bez problemu wychodzi. Do tego nie muszę się przykładać. Najwyraźniej mam to w genach. Chociaż mój Ojciec był bardzo systematycznym i skrupulatnym człowiekiem. Może więc odziedziczyłem tą skłonność po dalszych przodkach albo po Matce? Ale kto to może wiedzieć? Z pewnością nie ja.

Miesiąc się kończy, coraz więcej liści spada z drzew, a te które nadal na nich wiszą powoli nabierają jesiennych kolorów. A do kalendarzowej jesieni jest jeszcze kilka tygodni. Natomiast do końca sierpnia zostało zaledwie kilkanaście godzin. I u mnie wchodzi na tapetę kolejne postanowienie poprawy. Ale po co? Na co? I dla kogo? Być może brak wytrwałości w działaniu wynika z tego powodu, że to, co planuję robię dla siebie. Być może, że gdybym deklarował się zrobić coś albo osiągnąć coś dla kogoś innego, znacznie lepiej by mi to wychodziło. Dlatego, że zmuszałaby mnie do działania presja otoczenia, albo presja chociażby jednego człowieka.

A tak – NIC. Nikt mnie nie zmusza do biegania, do chodzenia na siłownię, do pisania bloga albo do kontynuowania książki którą od jakiegoś czasu piszę i napisać nie mogę. Lecz z książką nie jest jeszcze tak źle. Mógłbym powiedzieć, że chęć napisania powieści tliła się we mnie co najmniej od 40 lat. Ale początek mojego twórczego pisania sięga zaledwie kilkanaście miesięcy wstecz. Czyli nie jest tak źle! Pocieszam się takim ujęciem sprawy, bo co innego mi zostało.

Mógłbym jeszcze ponarzekać na siebie, jednak to nic do mojego życia nie wnosi. Dzięki Bogu w końcu to do mnie dotarło. I zapewniam Was, do Waszego życia takie negatywne podejście do siebie również nic nie wniesie. Serio. Serio. Uwierzcie mi na słowo.

Kiedyś gdzieś wyczytałem, że trzeba zaakceptować siebie. Swój charakter, własne DNA, zwłaszcza swoje ułomności i starać się z tym żyć. A nie użalać się nad tym, że brak nam tego lub owego. Na przykład talentu do gry na perkusji w jakiejś słynnej kapeli lub do kopania piłki w składzie FC Barcelony. Niezwykłej rody umożliwiającej nam pokazywanie swoich wdzięków na wybiegach dla modelek lub zdrowia umożliwiającego wejście na Mount Everest bez użycia butli z tlenem albo czegoś podobnego. Powiedzmy mniej spektakularnego.

Teraz, gdy spojrzę na siebie akceptując własne przywary znacznie łatwiej mi się żyje. Ale uważam, że nie można bezgranicznie tego akceptować. Co to, to nie! Tylko należy pracować nad sobą. Dążyć do doskonałości. Iść przed siebie, padać, podnosić się i padać ponownie, żeby kolejny raz powstać z kolan!

I właśnie dzisiaj powstałem po raz kolejny, otrzepałem z kurzu nogawice, rozmasowałem bolące kolana i ruszyłem przed siebie. Lecz ile upadków będę miał jeszcze po drodze zanim ostatecznie zgaśnie dla mnie światło na Bożym Świecie – tego nie wiem. Bo tego nikt nie wie, ile komu jest dane…

Oldboy65