Pierwsza myśl jest najlepsza!
Podobno pierwsza myśl jest najlepsza. Tak twierdzi wielu ludzi, lecz mało kto się do tego stosuje. A ja właśnie tak postanowiłem postępować w swoim „Codzienniku” Bo jeszcze się nie wypróżniłem o poranku, a już przez mózg przetoczyła się nawałnica myśli. Jakby niecierpliwie czekała na to od momentu obudzenia.
A pierwsza myśl była taka, że znowu dałem dupy! Nie fizycznie, ponieważ faceci mnie nie kręcą. Dałem ciała mentalnie, przed samym sobą! I nic nie pomogły wielkie postanowienia dotyczące tego, że wrzesień będzie lepszy od sierpnia. Lecz mam nadzieję, że ostatecznie tak się stanie. Nawet teraz, gdy już na samym początku zaliczyłem wtopę. Bo tuż przed snem nażarłem się słodyczy. Wpierniczyłem kilka batoników czekoladowych Merci i bilans dietetyczny pierwszego dnia nowego miesiąca zamknął się na plusie. A przez cały dzień zanosiło się na to, że mimo braku większej aktywności fizycznej, to znaczy bez biegania lub treningu siłowego byłem na lekkim minusie.
No i kilka batoników załatwiło sprawę. Dzień zamknąłem na PLUSIE! Batoniki były zdradziecko umieszczone w szklaneczce stojącej na szklanej półce za szklaną szybą, bo inaczej bym ich nie dostrzegł. A widniały za szkłem w meblu stojącym tuż za krzesłem na którym często zasiadam, gdy chcę coś napisać, albo przeglądać w komputerze.
I to jest właśnie ta pierwsza myśl: Dałem dupy! Natomiast druga myśl jest taka, że po batonikowym upadku, otrzepuję kolanka z pyłu kolejnej niekonsekwencji i idę dalej.
Trzecia myśl, bardziej optymistyczna jest taka, że mogło być znacznie gorzej. Dlatego, że przy braku odpowiedniej ilości kalorii mój organizm głupieje. Robi wszystko, żeby się czymkolwiek zaspokoić. A najlepiej czymś najmniej pożądanym. Nie plasterkiem szynki, kawałkiem serka lub niewielką kanapką z wędliną oraz plasterkami pomidora i ogórka. Tylko cukiereczkami, ciasteczkami lub butelką piwa albo lampką i to nie jedną lampką wina, po której często wjeżdżają fast foody dla towarzystwa. Bo jak szaleć to szaleć!
Dobrze, że tym razem skończyło się na batonikach ze zniknięcia których będę musiał się gęsto tłumaczyć. A nie będzie na kogo zwalić winy za ich nieobecność w szklanym pojemniku. Ale tym najmniej się teraz przejmuję…
Oldboy65