Sobotnie LSD!
Moje ostatnie treningi przekształciły się w bezmyślne nabijanie kilometrów. Zero akcentów, tylko uzupełnienie kilometrażu. Kiepsko, ale być może kwiecień będzie lepszy? Nie? A może maj? Nadzieja na sensowne treningi, to mój ulubiony schemat powtarzający się od lat. Bo czasami ja nawalę z treningami, albo moje zdrowie, lub wypadnie coś zupełnie innego, lecz pozostaje niezłomna nadzieja. Uff! Jak to dobrze, że…
Żarłacz dolnośląski!
Sorki. Drobne przejęzyczenie! W tytule wpisu powinno być: Żarłok dolnośląski! Nie inaczej! Ale! Uwaga! W tym roku nastąpiła moja pozytywnie brzmiąca przemiana, tym razem dotycząca obżarstwa. W latach wcześniejszych było z tym znacznie gorzej, ponieważ objadałem się bez opamiętania. Mam na myśli głównie okres świąteczny, bo w pozostałej części roku, lepiej lub gorzej radziłem sobie…
Dla takich widoków warto żyć!
Jestem jak dziecko, ponieważ niemal każdy trening przerywam, jeśli tylko coś mnie zainspiruje i z tego powodu nigdy nie zostanę MISZCZEM! Ale co tam, dla takich widoków warto wyrzec się mistrzostwa! A nie tylko puls, tempo, kilometry, pot z czoła, ból mięśni i nic więcej! Wczorajszy trening robiłem na tyle późno, że postanowiłem pobiec trasę…