Jajka po wałbrzysku
Dzisiaj miałem wrzucić na bloga coś innego. Ale umieszczona na pulpicie komputera kilka tygodni temu fotografia tej potrawy, nie daje mi spokoju. Bo jak tu nie wspomnieć o, co prawda jeszcze nie słynnych, lecz okrzyczanych „Jajach po wałbrzysku” Nie okrzyczanych przez media oraz medialnych celebrytów lecz przeze mnie w kuchni. „Ho! Ho! Ho!” – zawołałem…
Magiczna moc naszych słów
Byłem zachwycony, kiedy kilka lat temu pisząc aktywnie biegowego bloga usłyszałem takie stwierdzenie; „Nie czytam twojego bloga dlatego że biegam, tylko biegam dlatego, że czytam twojego bloga.” Powiedziała tak tylko jedna osoba, a ja uznałem to za ogromny sukces. Być może dlatego że jestem małostkowy. Skromny. Zahukany. Zamknięty w sobie. Zestresowany i po pachy osrany.…
Dziennik pokładowy – dzień pierwszy
Dlaczego postanowiłem pisać dziennik pokładowy? Dlatego iż pokładam nadzieję w tym, że za pięć, dziesięć, a może więcej lat. W zależności od tego w jakim czasie się zużyję – stanę się odrobinę lepszy. Z pewnością nadal będę sfrustrowanym, zgorzkniałym i jeszcze bardziej nadgryzionym zębem czasu staruchem. Ale może za to bardziej ogarniającym i akceptującym rzeczywistość.…
Depresja to nie łupież
Wstajesz z łóżka i nic cię nie cieszy. Świat się nie zawalił. Zdrówko jeszcze cię nie opuściło. Pogoda za oknem całkiem przyzwoita. Na koncie nie brakuje pieniędzy. Od tygodni nie pokłóciłeś się z osobą, z którą postanowiłeś żyć na dobre i na złe. Samochód jeździ bezawaryjnie od miesięcy. Nawet ludzie się do ciebie uśmiechają. Nie…